3.02.2010

norwegia - lofoty - kabelvåg

krotka relacja z 12 dniowego wyjazdu do tam


Wyświetl większą mapę

tak w roli scislosci - wyzjazd z asp w poznaniu w ramach projektu n.a.t.u.r.e. czyli wymiany ze szkola filmowo-artystyczna w kabelvag.. odbeda sie jeszcze dwie edycje tego projektu. calosc jest sponsorowana z nieba wiec jak nabardziej zachecam.







poznan. rozpedzamy samolot. japonczyk ktory siedzi kolo mnie zdazyl juz zasnac.



idealne miejsce na pierwsza drzemke w srefie taxfrowej. frankfurt.



rzeskie powietrze przed lotniskiem w oslo.



wyjazd dwoma wypozyczonymi autami spod lotniska w evenes kolo narvika. auto prowadzone przez prof kurke stoi w poprzek drogi. nie wiemy co zrobic.



kabelvag. piewszy dzien po nocnym przyjezdzie.



takie morze 30metrow do drzwi do naszego pokoju.



taki widoczek jakich tam wiele. wystarczylo przlozyc malpke do szyby samochodu.



miasteczko jakich tam wiele.



juz wiemy gdzie schowala sie galeria A.. å to ostatnia litera norweskiego alfabetu i jednoczesnie miejscowosc na koncu archipelagu lofotow.



Z



mala traba powietrzna.




(nie moglem sie powstrzymac zeby jej tam nie zostawic)



u nas w pokoju smierdzialo zimnym bejem. alarm przeciwpozarowy tego nie czul.



obrazek lata zostawiony na molo.



z "wladcy pierscieni"?



zdjecie ktore wszyscy zrobilismy.



nasz hostel. po lewej. odbija ladne swiatlo.



kolo domu jana. ktory szykowal dla nas jedzenie.



norweski kot



zimno. w samochodzie.



zdjecie zrobione z zamknietymi oczami. "photoshoped befor taken".



byla impreza w szkole.



z ktorej wrocielem w takich butach. jeden z pary pozyczonej przed impreza od lukasza (moje przemokly). drugi. nie pamietam.



mala norweska domowka...



...po ktorej zwiedzilismy jasknioschron



(super korytarze i dwa wyjscia na szczycie gory)



dalsza czesc oprowadzania.

po najpiekniejszy widok.









nasza nocna wyprawa skoczyla sie kapiela w tym miejscu... sama kapiel nie byla tak straszna jak wyjscie z wody. pedzilem z mikolajem po zasniezonej ulicy w samych majtkach nie czujac wlasnych stop. nie nie jestem chory.



ostatniego dnia po szybkim pakowanku poszlismy do tam. gdzie 3 piwa kosztuja 120zł.



nevena jako jaś. urodzila sie w bulgarii wiec wie dlaczego wolimy polske od norwegii.



10 minut przed wyjazdem. czyli o 00:50 lakusz ugotowal zupe z czterech torebek.



ktora szybko jedlismy.



to taka ozdoba lotniska w evenes. 6 rano.



sas kocha nas. jedyny posilek podczas 15godzinnej podrozy.



gdzies miedzy oslo a kopenhaga.



kopenhaga. chlopcy zmeczeni ogladaniem moich zdjec.



poznan

4 komentarze:

f.chixxx@gmail.com pisze...

Przeprzepiękna sprawa.

Michal Wanke pisze...

z wrazenia porobiles literowki, ale i ja bym sie wykapal w tej ich silesianie zima, pieknie (az f*ja mieknie, yy, kurczy sie)

Justyna pisze...

Pięknie to ująłeś

zmk pisze...

miasteczko A to miejsce gdzie kiedyś będzie stał jeden z moich domów :)