to byl naprawde gruby wyjazd
ossawakacyjne warsztaty architektoniczne ossa lublin 2008
dobradobra. juz chcialem napisac jak bylo zajebiscie. no ale.
zdjecia
wchodze do akademika. nie znam nikogo. i po 5 minutach siedze z perelka otoczony ludzmi ktorych imiona nawet przestalem probowac zapamietywac

nastepnego dnia jechalismy busem na prad - trolejbus na oficialne rozpoczecie. bilety w kiosku i u pana ponizej

przed wejsciem do sali gdzie mial byc wyklad (rodzicow. ktorych podziwiam nawet teraz kiedy sie z nimi kloce) byl taki zart.

w lublinie maja bardzo zabawnosmutna katedre. a w niej okna

centrum jest o wiele ciekawsze. szczegolnie wieczorem. ulice pelne ludzi. swiatla. muzyki.. a wlasciwie kazde podworko.. nie umiem opisac tego nastroju.. czlowiek sie boi i jest ciekawski. nawet z hania i zosia
zdjecia mam tylko dzienne

mocne polaczenie

ale to chyba nie ich dzieci

tylko oficjalnie zwiedzalismy te "swiatle" strony lublina

i dostawalismy dobre obiadki w ciekawym opakowaniu (ale o co chodzi z tymi ziemniakami)

raz troche nas zlapal deszcz.. wiec schowalismy sie (50 osob) w mieszkaniu organizatora (mieszkanie wielkosci mojego pokoju)


tecza

zabralismy sie do pracy

aha. pracy. palarnia

smieszne bylo to. ze warszaty mielismy w hali sportowej politechniki. a na korytarzu moglismy podziwiac trofea sportowe.. tylko dlaczego urny...

na sczescie dobrzy tutorzy

nocki (hubert tramer)

zielone zakupy w lumpie

jordan w dziwnym klubie (gdzie jedna dziewczyna rozdwajala mi sie w oczach. zapytajcie hanie)

w srodku hali bylo troche goraco. (dobrze tylko spalo sie na klejacych materacach) a na dworze najwyzej mrowki wchodzily do makiety

eh. i ostatnia nocka
plaza nad piwnym morzem w kubku

palacze w zoo


troche balagan kolo 3

kosz do rana.. wlasciwie to dobrze rozbudzalo

nie wszystkich.. ("kochanie wstawaj. kochanie") (koło)

eh.. cudowneprawda. chyba wszyscy chcieli ja kopnac albo najlepiej sie na niej polozyc.

ostatecznie polozylme sie 0 715.. ale nie wszyscy mieli szczescie wrocic na godzine snu do akademika (bardzo mile ciecie przy wejsciu)
chyba tradycyjnie najlepsze zdjecia na koniec (o 9 rano na sali kiedy przyjechalem po makiete)

nie liczac zdjec ze sredniego formatu (jutro wywolam. obiecuje)
nudnawy cykl. nienudnawych ludzi (prawie wszyscy) z naszej grupy
o tak o










jesli kiedys pojde na architekture. to tylko po to. zeby moc jezdzic na takie warsztaty